Sopot - na polu namiotowym
W Sopocie byłem kiedyś na koloniach oraz na wycieczce szkolnej w ogólniaku. Przyznam, że to miasto podoba mi się tak bardzo, że namówiłem rodzinę na wakacyjny wyjazd do Trójmiasta. Pozwiedzaliśmy troszkę i Gdynię i Gdańsk, ale na deser zostawiliśmy sobie właśnie Sopot. Rozlokowaliśmy swój biwak na polu namiotowym
Sopot. Taka swoboda podoba się dzieciakom. Ja wolałbym nieco większych wygód, ale nie chcieliśmy z żoną wyjść na kompletnych wapniaków, to i przystaliśmy na propozycję dzieci. Na plaży bywaliśmy każdego dnia. Ulubionym miejscem, w którym siadywaliśmy i opalaliśmy nasze blade ciała tekstylnych, było molo. Tam nie czuje się tak gorąca, bo jest troszkę większy wiaterek, ale za to można się też szybciej przysmażyć. Woda jednak ma wpływ na szybkość opalania. Trzeba uważać, żeby nie przeholować, bo się można oparzyć. Łaziliśmy dużo popołudniami i wieczorami. To, co poza molo i Operą Leśna najbardziej się z Sopotem kojarzy to średniowieczne grodzisko. Prawie jak w Biskupinie i jestem tym miejscem urzeczony. Do Sopotu warto jeszcze kiedyś pojechać. To nie ja do tych konkluzji musiałem dzieci namawiać. One same.