Mielno - indiańskie wakacje
Takiego indiańskiego lata, jak wtedy w Mielnie, to jeszcze nie przeżyłem nigdy. Mieliśmy z moim kumplem z podwórka prawdziwego fioła i pasjami czytywaliśmy książki Alfreda Szklarskiego. Z czasem założyliśmy swój klub indiański, który przeszedł do tradycji wielopokoleniowej, bo i z moimi własnymi synami bawię się czerwonoskórych i blade twarze. Najczęściej zabawa na całego trwa podczas wakacji, ale Mielno okazało się tamtego roku prawdziwym zagłębiem powalonych tatusiów i ich przeżywających swoje wojownicze inicjacje czerwonoskórych synów. Na stronie www.
Mielno.pl wyczytałem, że w mieście tym organizuje się taki zlot pasjonatów dzikiego zachodu i nie zastanawiając się długo załatwiłem urlop na termin , kiedy impreza ta trwała i wyjechaliśmy do Mielna. Żona od dawna uważała mnie za lekko stukniętego i tylko lekkim uśmiechem skwitowała nasze wojenne przygotowania. Ponoć każdy chłop trochę, jak dziecko, ale co one tam wiedzą. o prawdziwych męskich priorytetach, jak zdobywanie pożywienia, czy ochrona ludu przed złowrogimi białoskórymi. Wakacje były super, a ponieważ i pogoda dopisała, to i nasza squaw nie mogła narzekać.